GENEZA ICEWOLF

Strój do morsowania? Co to za pomysł?

ICEWOLF istnieje już kilka miesięcy, przygotowania do projektu trwały kilkanaście, a i tak stale zadaję sobie to pytanie i stale na takie pytania odpowiadam, potwierdzając jednocześnie sobie sens istnienia marki. Bo mimo wielu przychylnych słów na temat projektu, człowiek taki jak ja koncentruje się głównie na tym, co ludzi nie powiedzieli bądź co powiedzieli nie tak. To oczywiście ma swoją wymierną definicję w psychologii, ale sądzę, że wielu z Was utożsami się z tym, co piszę w kontekście mierzenia się z opinią. Bo opinia, która dotyczy sytuacji, osób, bądź projektów, w których przepadliśmy jest ważna i zazwyczaj związana z silnymi emocjami, nawet jeśli nie jest konstruktywna albo zwyczajnie złośliwa.

Wiadomo, że morsowanie jest coraz bardziej popularne, a technik zażywania kąpieli jest tyle ile ludzi. Ja morsuję tak, jak czuję danego dnia, czasem jest to codzienne morsowanie często a krótko, czasem dłużej raz na jakiś czas, czasem morsowanie i sauna. W morzu, jeziorze, z muzyką i roztańczonymi ludźmi, bądź samotnie o wschodzie czy zachodzie słońca skupiając się na oddechu i kontakcie z naturą. Czasem zanurzam się w całości, czasem nie, w i bez butów... Morsowanie dla początkujących mam za sobą od 2015 roku i nikogo morsującego swoją własną techniką nie oceniam. Pamiętam, że to przede wszystkim radość i korzyści zdrowotne z tego, co daje morsowanie. Dlaczego postanowiłam produkować stroje dla morsów, skupiając się na sylwetkach, ich optycznym wydłużaniu, maskowaniu, łatwością rozpinania?

Bo wiem, że jest wielkie grono dziewczyn takich jak ja, które przytyły lub schudły, które nie chcą pokazywać publicznie ciała, blizn, przebarwień, wstydzą się wścibskich spojrzeń, żyją pod presją obecnie panujących kanonów piękna i myślą, że nie spełniają niczyich estetycznych oczekiwań, bądź po prostu nie mogą wystawiać skóry na promieniowanie. Dziewczyn, które są wartościowe i niezwykłe, ale muszą jeszcze przerobić długie lekcje z akceptacji.

Znam je osobiście i sama taka byłam, a ostatni kilkumiesięczny kontakt z klientkami utwierdził mnie w przekonaniu, że miałam cholerną rację... że moje stroje mają sens i spełniają oczekiwania. O akceptacji mogłabym pisać długo, to temat rzeka i zapewne pojawi się tutaj o tym nie jeden wpis... Dziś przedstawiam historie pt. „Geneza”, która bez dodatkowego tłumaczenia pozwoli zrozumieć czym jest ICEWOLF.

2020 środek pandemicznego roku. Od kilku miesięcy wychodzę z zaburzeń odżywiania, przytyłam, rekordowo, chce mi się płakać, nie czuje własnego ciała, własnych myśli, nie mam chęci do życia, wstydzę się spotykać z ludźmi, wstydzę się jeść w towarzystwie. Zaburzenia odżywiania, których dorobiłam się przez 24 lata testowania na sobie różnych diet właśnie miało swoje kulminacyjne ujście. Chciałam zaszyć się w domu, zasnąć i przespać okres pandemii, obudzić się już naprawiona, bez zaburzeń, bez problemów, szczęśliwa, jedząca intuicyjnie i szczupła. Wiadomo, że to niemożliwe, a ten kto wychodzi zaburzeń odżywiania wie, że najpierw trzeba podjąć kontrowersyjne kroki naprawiające myśli i głowę. Pierwszy etap często wiąże się z drastycznym przytyciem, czyli czymś czego CAŁE ŻYCIE SIĘ BAŁAM. W skrócie, od tamtej pory minęły 2 lata, nadal nie jestem szczupła, ba! Jestem nawet jeszcze większa, natomiast jestem już zupełnie inna. Nie w 100% szczęśliwa i zadowolona z siebie, ale już bardziej wyzwolona, kobieca, przebudzona i wyciszona od złej relacji z ciałem i jedzeniem.

Bo przecież skoro nie dało się zasnąć i uciec, to jedynym wyjściem było wybranie życia. Jako kobieta w nowej odsłonie, w skórze XXL, która ma prawo korzystać zeń pełną piersią, ubierać się w sukienki, jeść w towarzystwie i tryskać humorem.

Wybrałam nową jakość, choć nie było łatwo i to nigdy nie przychodzi od razu. U każdego jest inaczej, czasem to trwa latami, wiec żeby sobie pomóc poszukałam wszelkich sposobów, by ułatwić sobie funkcjonowanie w nowej odsłonie. Wybrałam piękne sukienki w większym rozmiarze, luźniejsze ubrania i odpowiednio dobraną bieliznę. Jednak zawsze najgorszym testem było rozebranie się w publicznym miejscu, nawet tym ustronnym. Długo go nie zdawałam, pamiętam to uczucie od dziecka.

Mimo to, nie chciałam odpuszczać, bo morsowanie na stawy i morsowanie na depresje jest jak kompres, od lat przynosi ulgę dla moich mocno zmęczonych stawów, które pod wpływam wahań wagi dostawały „w kość” dosłownie i w przenośni. Pewnie myślicie sobie, że histeryzuję? Na pewno nikt nie zwracał uwagi... Możliwe, ale dla mnie to nie był argument, ja przechodziłam swoją wewnętrzna walkę i chciałam z niej wyjść zwycięsko. Pierwszą myślą była koszulka, „wystąpię” w koszulce :) Jednak pomysł szybko upadł. Koszulka wyglądała komicznie, a mokra przylegająca do ciała pozornie tylko ukrywała. Zwracała na siebie jeszcze większą uwagę, obnażała moje prawdziwe kompleksy i słabości. Długo myślałam, co potrzeba do morsowania akurat takiej osobie jak ja. Postanowiłam kupić sobie strój jednoczęściowy. Taki wiecie, jak na surfowanie tylko, że z lycry, nie z neoprenu, wtedy krioterapia nie miałaby sensu. Taki z długimi rękawem, zamkiem z przodu który miałby „przeciąć” biust i brzuch wzdłuż i wyszczuplić optycznie, najlepiej w kolorze ciemnym, może we wzory, żeby maksymalnie zamaskować to, czego nie byłam gotowa pokazywać. Był listopad, a na rynku odzieżowym nie było NICZEGO takiego, poza strojami sportowymi na basen, już nie wspominając o rozmiarze XXL. Jakimś cudem sprowadziłam go z zagranicy. Strój kosztował majątek mimo, iż był z sieciówki. Posiadał 1 zamek z przodu, był z gładkiej zielonej lycry, wyglądał nieźle, YEAHH idę na morsowanie! Byłam zdeterminowana.

To był prawie strzał w dziesiątkę, wchodząc do wody rzeczywiście czułam się wyjątkowo zgrabnie, strój ścisnął moje wałeczki, zbierał biodra, zamek wydłużył, zwracał uwagę i choć nie lubię być w centrum uwagi to czułam się nieźle, byłam mile zaskoczona swoją przemianą. Weszłam do wody, dostałam kilka miłych komplementów, głownie od Pań, co najbardziej cenię. Podpytywały z aprobatą i tak sobie teraz myślę, że to było pierwsze uchylenie drzwi do przestrzeni IceWolf’a. Dlaczego nie pozostałam przy tym stroju? Jego czar PRYSŁ wraz z rozebraniem się. Wyobraźcie sobie mróz, wiatr, trzęsące się ręce, spadający ręcznik, lód pod stopami, spojrzenia obcych, a ty wydostajesz się jak piskorz ze stroju, który ma zamek z przodu i niemożliwym jest wyjście z niego sprawnie. Zamek z przodu był jedynie ozdobą i z pierwszą ekstremalną kąpielą przestał być atrakcyjny i funkcjonalny.

Tego samego dnia wypiłam morze wina i wymyśliłam ICEWOLF. Narysowałam na kartce kilka projektów, które miały być GŁÓWNIE funkcjonalne i praktyczne, i które swoim wyglądem zachwycą i skorygują sylwetkę.

Dla tych, którzy nie moczą rąk z ocieplanym mankietem.

Dla tych, którzy dbają o szyje z ociepleniem.

Dla tych, którzy morsują na wszystkie sposoby z lycry standardowej

Dla selfie-loversów z kieszonka na gadżety.

Dostępne również zimą i w każdym rozmiarze.

I tak powstała idea strojów kąpielowych z 2 zamkami, które wyglądają jak milion dolarów :) Optycznie wydłużają, zbierają skórę i maskują i przede wszystkim szybko się zdejmują. PIERWSZE NA ŚWIECIE STROJE DO MORSOWANIA, choć surfowanie na desce z ich udziałem nie jest wykluczone :) Moja filozofia wychodzi na przeciw kobietom z potrzebami, o niestandardowych i wyjątkowych oczekiwaniach. Nie robię tego na siłę, choć czasem borykam się z wątpliwościami, bo poświęcam temu całą energię, a powinnam pisać piosenki, bo z tego tak naprawdę żyję. Czuję, że powinnam robić IceWolf’a dla dobrego samopoczucia takich kobiet jak ja, które dopiero się budzą w duchu akceptacji i kochania swojego ciała takim jakim jest. Myślisz pewnie „To dlaczego stroje które korygują, oszukują, optycznie zmieniają, skoro pracujemy nad pokochaniem tego co jest”? Pewnie dlatego że ten proces trwa latami i żeby do dojść do progresu trzeba sobie pomóc, inaczej pozostanie nam do wyboru dalsze spanie...

Jestem na Instagramie i Facebooku. Jeśli chcesz pogadać o tym, co napisałam, to pisz najśmielej

Uściski KASIA z IceWolf